Tak jak zapowiadaliśmy w ostatnim poście, dziś będzie o samym Helu. Hel kojarzył mi się zawsze z dwoma rzeczami. Po pierwsze z fokami, po drugie z końcem/początkiem Polski. Po przyjeździe stwierdziłem, że moje skojarzenia były bardzo trafne.
Jak wiecie z poprzedniego wpisu na miejscu mieliśmy 4 godziny do zagospodarowania. Już teraz mogę napisać, że całkowicie nam to wystarczyło, aby zobaczyć najbardziej charakterystyczne punkty miasteczka.
Po zejściu na ląd, skierowaliśmy się do fokarium, które jest bardzo blisko portu. Z samym fokarium wiązałem sporo nadziei odnośnie wielkości tego miejsca, ilości fok. Po wejściu nieco się rozczarowałem, bo samo fokarium nie jest duże. Poza tym część basenów tego dnia była konserwowana w związku z tym wszystkie foki pływały w jednym. Bilet kosztuje 5 zł. Uważam, że na to co oferuje to miejsce, cena jest odpowiednia. Małe czy duże, ale foki i tak były urocze.
Foki cały czas były w wodzie. Żadna z nich nie była skora do wyjścia na ląd. Każda z nich pływała bardzo szybko wykonując przy tym ruchy ekwilibrystyczne. Jak dobrze pamiętam to karmienie fok przy publiczności odbywa się o godzinie 11 i 14. Fokarium to nie tylko same foki. To także sporo edukacji, informacji i ładnych zdjęć. Właśnie jeżeli o zdjęcie to postanowiłem zrobić zdjęcie zdjęcia - ujścia Wisły do Morza Bałtyckiego. Takie i inne naprawdę ładne i ciekawe zdjęcia można zobaczyć na ogrodzeniu w fokarium.
Prawie na każdym kroku można zobaczyć znaki zakazujące wrzucania monet do basenów z fokami, ponieważ jest to bardzo szkodliwe o czym mówił ten plakat.
Niestety jak widać powyżej nie do wszystkich trafiają te prośby. Przyznam, że wrzucanie monet do wody (niby na szczęście) - zwłaszcza ze zwierzakami wewnątrz to dla mnie po prostu jakiś kretyński zwyczaj.
Obok fokarium jest sklepik, w którym można nabyć pamiątki. Pocztówki, bluzy, koszulki, długopisy, torby ekologiczne itp. Kupując w tym miejscu dodatkowo zasilamy kasę Stacji Morskiej czyli po prostu fokarium i w ten sposób
Po opuszczeniu fokarium udaliśmy się na krótką przerwę w postaci herbaty. Następnie zdecydowaliśmy, że pójdziemy do latarni morskiej. Mijaliśmy Muzeum Rybołówstwa a także wiele znaków informacyjnych, mapek.
Okazało się, że w linii prostej do Gdyni jest tylko 17 km. Myślałem, że więcej. Poza tym lubię takie drogowskazy. Dowiedziałem się też, że Kaliningrad również nie jest jakoś bardzo daleko.
Hel nie jest rozległy dlatego też do wszystkich atrakcji jest w miarę blisko. Kolejnym przystankiem była latarnia morska. Wysokość to 41 m a zasięg światła to 18 mil morskich czyli nieco ponad 33 km. Mieliśmy zamiar wejść, ale okazało się, że czas oczekiwania to godzina. W związku z tym zrezygnowaliśmy i udaliśmy się na cypel W przeciwnym razie gdybyśmy zdecydowali się na latarnię to nie byłoby czasu na cypel, ponieważ jest on trochę odległy. Dlatego postanowiliśmy zobaczyć ją tylko z zewnątrz.
Naszym ostatnim celem okazał się cypel. Użyję takiego sformułowania, że było nawet trochę magicznie. To za sprawą interesujących wydm, inaczej wyglądającej plaży i świadomości tego, że jest się na prawdziwym końcu Polski. Naprawdę byłem I raz na takiej plaży w Polsce. Czysty, jasny piasek. Wydaje mi się, że inny od tego, który jest np. w Krynicy Morskiej, Przebrnie czy Sopocie. Widoki też były po prostu super.
Droga na cypel wiedzie najpierw przez las. Tam też jest co zobaczyć, ponieważ znajdują się tam stanowiska strzelnicze z czasów wojny. Potem już przy morzu specjalną kładką. aby chronić wydmy. A wszystko wygląda tak.
Tak jak wszędzie wejście na wydmy jest surowo zabronione i karane. Napotkaliśmy jeszcze na swojej drodze coś takiego. Chyba komuś, coś wypadło ;)
Mijaliśmy też dziwnie wyglądające urządzenie. Okazało się, że jest to miernik antropopresji.
Nastał czas, aby kierować się w stronę portu, ponieważ nasz statek wkrótce miał odpływać w rejs powrotny do Gdyni. Dobrze, że właściwie bezpośrednio z cyplu jest dojście do portu. To znacznie skraca czas.
Ta kilkugodzinna wycieczka na Hel była bardzo udana. Zobaczyliśmy to co najważniejsze. Ogólnie rzecz biorąc spodobał nam się Hel.
Zostawiamy Was z tym widokiem i zapraszamy do odwiedzania Polski.
Byliśmy jeszcze:
Dziękuję, że nas odwiedzasz.





















