środa, 22 maja 2013

Gościnnie w ... Berlinie

Dziś w cyklu opowieści podróżniczych naszych znajomych zapraszamy Was do Berlina z Martą Twarowską.

Każda moja wizyta w Berlinie kończy się lekkim niedosytem i obietnicą: "jeszcze tu wrócę". Tak było i tym razem, czyli już za trzecim podejściem.

Jako że trasa z Warszawy do Berlina wiedzie cały czas autostradą A2, podróż autokarem bałtyckiego przewoźnika Ecolines była zadziwiająco komfortowa i trwała około siedmiu godzin. Dla porównania pociąg EuroCity Warszawa-Berlin-Express oferuje nam podróż w niecałe pięć i pół godziny już od 29 euro.

Mój najdłuższy pobyt w niemieckiej stolicy trwał dwa tygodnie i miał miejsce w lipcu 2011 roku. Większość czasu spędzałam wtedy na samodzielnym przemierzaniu i odkrywaniu miasta tuż po zajęciach w szkole językowej. Dlatego też, wracając tu w maju 2013 roku w ramach studenckiego wypadu na weekend, potrafiłam już poruszać się po mieście, byłam obeznana z najważniejszymi ulicami i węzłami komunikacyjnymi miasta.

Najpowszechniejszymi środkami transportu w Berlinie są metro (U-Bahn) i kolej miejska (S-Bahn). Całodniowy bilet na komunikację miejską kosztuje około 6 euro. Poza rozmaitymi biletami turystycznymi (Berlin Travel Card), całkiem korzystną opcją jest bilet jednodniowy dla małej grupy do pięciu osób za 15,50 euro.



Ilość linii i stacji może przyprawić o ból głowy, ale jako że jesteśmy w Niemczech, "Ordnung muss sein". Wystarczy rzucić okiem na czytelną mapkę transportu publicznego i podążać za oznaczeniami na stacjach, a miejska dżungla od razu staje się bardziej przyjazna. W razie potrzeby berlińczycy chętnie służą pomocą, nie tylko po niemiecku. W Niemczech bez problemu można się porozumiewać praktycznie wszędzie po angielsku.

Nasza trzydziestoosobowa grupa była zameldowana w hostelu w okolicy Checkpoint Charlie, zatem spacer po mieście zaczęliśmy od tego miejsca. W okresie zimnej wojny znajdowało tu się znane przejście graniczne między Berlinem Wschodnim a Zachodnim.



Dalej przeszliśmy wzdłuż Friedrichstraße i zboczyliśmy nieco w stronę Gendarmenmarkt z Katedrą Niemiecką i Katedrą Francuską. To miejsce było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ponieważ spędzając ostatnim razem tyle czasu w Berlinie, jakimś cudem nie trafiłam na ten urokliwy plac. 



Dalej ruszyliśmy na Unter den Linden - najbardziej reprezentatywną ulicę miasta, która jest obecnie jednym wielkim placem budowy. Jednak w tamtym momencie naszym celem była Brama Brandenburska, niewątpliwie najważniejszy zabytek Berlina. Ci, którzy nigdy wcześniej jeszcze Bramy nie widzieli, szli w jej kierunku z pewną ekscytacją. Na miejscu powitał nas przyjazny gwar Placu Paryskiego, paru ulicznych artystów (wtedy akurat trafiliśmy na bańki mydlane i tancerzy) i całkiem sporo turystów. 


Po zrobieniu paru zdjęć przeszliśmy pod Bramą i skręciliśmy w prawo w stronę Placu Poczdamskiego. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy Pomniku Ofiar Holocaustu, który stanowią ustawione rosnąco cementowe bryły tworzące labirynt.


Plac Poczdamski pokazuje Berlin od najnowocześniejszej strony, jako dynamicznie rozwijającą się stolicę europejską. Jednakże w niedzielne przedpołudnie udało nam się trafić tam na pchli targ, co zaskakuje, jak bardzo Niemcy lubią łączyć stare z nowym. Warto zobaczyć to miejsce i chłonąć niezwykłą architekturę ze stali i szkła, wejść do budynku Sony Center i spojrzeć od dołu na niesamowity szklany dach, który wyglądem przypomina, moim zdaniem, namiot cyrkowy lub parasol.




Dzień w Berlinie zakończyliśmy w Reichstagu, gdzie swoją siedzibę ma niemiecki parlament. To miejsce przyciąga głównie tarasem widokowym z kopułą.


Polecam wybrać się tam przy ładnej pogodzie pod wieczór. To sama przyjemność spojrzeć z tej perspektywy na miejsca i trasę, którą chodziło się w ciągu dnia, i to jeszcze przy zachodzącym słońcu, wielobarwnym niebie i zapalających się światłach miasta.




Z każdym kolejnym dniem w Berlinie każdy swobodniej korzystał z danego czasu wolnego i możliwości wyboru atrakcji. Dlatego też odpuściłam sobie wieżę telewizyjną na Alexanderplatz, bo byłam tam już dwa lata temu. Co kto lubi, ale to jednak fajne doświadczenie, zobaczyć od środka Fernsehturm, złotą kulę górującą nad Berlinem, oraz podziwiać kolejną panoramę miasta, tym razem z wysokości ponad 200 metrów i za ponad 10 euro.


W tym roku znowu nie udało mi się wejść do Katedry Berlińskiej, mimo że już od dawna ciekawi mnie wnętrze tego obiektu. Niewątpliwie jednak zielony skwer przed katedrą jest jednym z moich ulubionych miejsc w Berlinie, gdzie można usiąść na trawie, odetchnąć i cieszyć się chwilą.


Lista miejsc, które warto zobaczyć w Berlinie wydaje się naprawdę długa. Miasto posiada nie tylko typowo berlińskie obiekty turystyczne, ale również obszerną ofertę kulturalną. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, od koneserów sztuki przez imprezowiczów aż po zakupoholików i poszukiwaczy modowych inspiracji.

Można mówić, że dla uczących się języka niemieckiego Berlin jest już nieco oklepanym celem podróży, że najważniejsze obiekty i symbole miasta zostały skomercjalizowane i nastawione na turystykę. Berlin pozostaje jednak wyjątkową metropolią z historią wieloletniego podziału miasta. Co ciekawe, nadal daje się wyłapać subtelne różnice w mentalności i języku między wschodnimi a zachodnimi berlińczykami. Mimo że od zjednoczenia Niemiec minęło ponad 20 lat, „Ossi” częściej mówi: „chciałbym, mógłbym”, a z kolei „Wessi”: „chcę, mogę, zrobię”. Poza tym mieszkańcy mówią nawet berlińskim dialektem, który ma naleciałości z flamandzkiego, francuskiego i języków słowiańskich.

Niemiecka stolica stanowi idealny cel weekendowego wypadu, głównie ze względu na bliską odległość od polskiej granicy, a także różnorodność, jaką oferuje nam miasto. Gdyby Berlin był nudny i oklepany, na pewno nie byłabym tam już trzy razy, ani tym bardziej nie myślałabym o kolejnej wizycie w przyszłości.


Autorką tekstu jak i zamieszczonych zdjęć jest Marta Twarowska.
             
 "Gościnnie" byliśmy już w 



Dziękuję, że zobaczyliście Berlin z T&M podróżniczo

13 komentarzy :

  1. z dziwnego przekonania mimo, że mieszkamy w Poznaniu nie mieliśmy okazji na dłuższe zwiedzanie Berlina. Ale dla jakiegoś ciekawego marketu pod chmurka i pchli targu i porobienia ciekawych zdjęć pojechali byśmy do stolicy Niemiec... pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki temu wpisowi trochę na nowo poznałam Berlin. Super blog ! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gendarmenmarkt zapowiada się naprawdę ciekawie, tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że muszę go zobaczyć :) Na pewno skuszę się też na spacer Unter den Linden. Oby już nie była w remoncie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zajrzałaś. W takim razie udanego wyjazdu i jak najwięcej wrażeń. A ja zapraszam do odwiedzania i obserwowania.

      Usuń
  4. Opis miasta w sam raz, nie za długi, nie za krótki, a zdjęcia bardzo mi się podobają :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż zatęskniłam za Berlinem...To miasto nigdy mi się nie znudzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. W Berlinie byłam równo 3 lata temu na... Sylwestra. Zrobił na mnie świetne wrażenie i Berlin i pobliski Poczdam, jednak najbardziej zapamiętałam z tego wyjazdu właśnie ten labirynt Pomniku Ofiar Holocaustu. Był szary, deszczowy dzień, wszystko było w odcieniach szarości i środkiem labiryntu przechadzała się para z.... tęczową parasolką! To był efekt! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za wpis z Berlina! Od jakiegoś czasu mieszkam w Poznaniu, skąd do Berlina jest przysłowiowy "rzut beretem" :) Mam w planach wybrać się tam w jakiś sierpniowy lub wrześniowy weekend, a Wasz tekst spowodował, że koniecznie muszę odwiedzić to miasto! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. byłam w Berlinie 2 razy i miejsca, które opisujesz zwiedziłam raczej pobieżnie - skupiłam się na street arcie, kulturze alternatywnej i większość czasu spędziłam na Kreuzbergu i w Neukolln. miałam też możliwość porównać te dwa wyjazdy - jeden był w zimę, drugi na majówkę - i Berlin zdecydowanie lepiej wypada w okresie wiosenno-letnim, kiedy otwarte jest mnóstwo miejscówek pod gołym niebem. wrócę na pewno! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze niestety do Berlina nie dotarłem,ale przynajmniej gościłem te miasto na swoim blogu :) W ogóle, będę po raz pierwszy w Niemczech jakoś w grudniu, lecę do Frankfurtu :)

      Usuń
  9. Jestem ze Szczecina, więc gdziekolwiek lecę, zawsze robię to z berlińskiego lotniska. W ciągu ostatnich lat byłam tam pewnie z kilkadziesiąt razy, lecz tylko dzień czy dwa spędziłam w samym Berlinie. Jest on na tyle blisko, że zawsze wynajduję inne miejsca na kilkudniowy wypad, a szkoda bo to miasto faktycznie ma w sobie to coś :) Twój post mnie zainspirował, żeby w niedalekiej przyszłości podjechać tam pociągiem i spędzić fajny dzień, dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei jestem z drugiego krańca Polski więc nie ukrywam, że jednak mam kawałek, żeby wybrać się do Berlina. Mimo tego trochę jeżdżę więc i pewnie do Berlina w końcu trafię.

      Usuń
  10. Kurcze, ja byłam w Berlinie raz - kilka lat temu, z kuzynką z którą generalnie nie jesteśmy 'best travel buddies', także Berlin kojarzy mi się z niesnaskami, jej i moimi humorami... generalnie nie najlepiej. Chyba czas odczarować to miasto :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za odwiedziny i komentarz, zapraszamy do obserwowania. Jeżeli komentujesz jako "Anonimowy" podpisz się proszę, żebym wiedział jak mam do Ciebie się zwracać. Jednocześnie informujemy, że odwiedzamy komentujących. Nie ma potrzeby zostawiania adresu strony.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Printfriendly