niedziela, 24 maja 2015

Bałkanica trip: Czyli dzień dobry Bałkany - BELGRAD cz. I

Minął już miesiąc odkąd moja przygoda z Bałkanami rozpoczęła się na dobre. Nadszedł też czas, aby w końcu oprócz "wrzucanych" od czasu do czasu zdjęć na Facebooka czy Instagrama, pokazać coś więcej. W cyklu - Bałkanica trip, pokażę Wam co zobaczyłem, jak spędziłem czas i jak zapamiętałem ten region. Przypomnę, że wyjazd na Bałkany miał związek z pewnym projektem, o którym informowałem. Sądząc po ilości odwiedzonych miejsc, wpisów trochę będzie. A zatem czas rozpocząć, od początku. Choć nie wiem czy tytuł tego wpisu nie powinien brzmieć "Dobry wieczór...", ale mniejsza o to :)

Jest godzina 20:30, samolot serbskiej linii lotniczej AirSERBIA odrywa się od pasa startowego w Warszawie, aby po 1 godzinie i 25 minutach lotu znaleźć się nad oświetloną stolicą Serbii - Belgradem. A po kolejnych 10 minutach lotu wylądować na lotnisku im. Nikola Tesli. 



Co do samego lotu właściwie nie mogę mieć zastrzeżeń. Było sprawnie, punktualnie no i cena biletu odpowiednia. No może samolot był dość leciwy, ale trudno. Zdarza się i tak. Niedługo po osiągnięciu wysokości przelotowej, każdy otrzymał poczęstunek. To miłe.


Z lotniska wydostaliśmy się tym oto autobusem komunikacji miejskiej. Kierowca tak "dawał" w gaz, że aż dymiło na zewnątrz i co gorsza wewnątrz autobusu :)


W centrum miasta byliśmy właściwie w okolicy godziny 23. Złożyło się na to oczekiwanie na bagaż, wymiana waluty i ogólne ogarnięcie co, gdzie i jak. Plan był prosty. Dotrzeć do miejsca noclegowego, pójść jeszcze do centrum, żeby zobaczyć jak wygląda nocą.


To co rzuciło nam się w oczy, to mała ilość osób szwędających się po ulicach. Samochodów i owszem trochę było. Ale ludzi było naprawdę mało. Po północy właściwie też się już nic nie działo na deptaku miejskim - Knez Mihailova ulica.  Może dlatego, że był to dzień roboczy. W każdym razie już na samym początku wizyty można było dostrzec wokół, pozostałości po bombardowaniach NATO, które miały miejsce przecież całkiem nie tak dawno.


To niejedyne miejsce i niejedyny budynek. Zdarzało się, że niektóre wyglądają jeszcze gorzej i są bardziej podziurawione. Przyznam, że gdy stoi się przy takich budowlach, to trochę daje to do myślenia. Zwłaszcza świadomość tego, że naprawdę działo się to całkiem niedawno. Jeszcze bardziej się o tym myśli kiedy dziś widzi się zdawałoby się normalnie żyjących ludzi i normalnie funkcjonującą stolicę i to całkiem dobrze ! Uważam, że stosunkowo szybko Serbowie sobie z tym poradzili. Jednak zdecydowanie należy rozgraniczyć namacalne poradzenie sobie ze skutkami bombardowań, od tego jaką żywią urazę,  jak się czują, zachowują, a przede wszystkim co jest w ich głowach. 
Jestem świadomy, że z tym mogą sobie tak szybko już nie poradzić i może to zająć lata. To naturalne. Z obserwacji wynika, iż Serbowie są raczej stonowani,  niezbyt wylewni. Choć na ogół sympatyczni. Posiadają silne poczucie swojej tożsamości, są przywiązani do swojej historii mają również wysokie mniemanie o swoim kraju w stosunku do całego regionu bałkańskiego. Jednak zaryzykuję stwierdzenie, że gdzieś w swojej dumie czują się też głęboko pokrzywdzeni. Może już wystarczy tych obserwacji.


Kolejnym punktem planu było przede wszystkim dobre wykorzystanie dnia następnego, który spędzaliśmy w Belgradzie. Tak też się stało. Poranek przyszedł dość szybko, zrobiło się ciepło, a więc nie było co tracić czasu. Mostem Brankov w poprzek rzeki Sava, zmierzaliśmy w kierunku dzielnicy Zemun przez między innymi Ušće, Novi Beograd. 



Właściwie nie miałem żadnego wyobrażenia o Belgradzie. Można czytać, oglądać, ale i tak kiedy człowiek zobaczy dane miejsce na własne oczy, to sam wyrabia sobie zdanie. A przede wszystkim te miejsce odkrywa, poznaje.


Belgrad nie jest jakąś małą czy średnią mieściną. To potężny z ponad milionem mieszkańców organizm miejski. Są części, które podobają się bardziej, a inne mniej. To trochę miasto kontrastów. Z jednej strony szare, a z drugiej kolorowe. Naprawdę doskonale oddaje to powyższe zdjęcie.
Jednym z punktów, który zaznaczony jest na mapach jest Pałac Serbia - Palata Srbije. 


Brzmi godnie, a na mapie prezentuje się dumnie. W rzeczywistości jednak średnio, a nawet może i mniej niż średnio. To przeogromny moloch. Ma się w nim mieścić kilka ministerstw. Niezwykle trudno jest objąć aparatem ten budynek w całości, ale jakoś się udało. 


Ponieważ nie byliśmy pojedynczymi osobami, a bardziej zwartą grupą, to z pewnością zwracaliśmy na siebie uwagę. Nie umknęło to uwadze policji czy też ochronie tego miejsca. Wyszedł do nas pan, który zakazał fotografowania tego miejsca. No okej... . Teren nie jest ogrodzony, ani też nie zwróciłem uwagi na jakąkolwiek informację, która miałaby zakazywać robienia zdjęć, bo zwyczajnie jej chyba nie ma - na 90%. Jeżeli ktoś z Was będzie się w tamte strony wybierać, to pamiętajcie - NIE RÓBCIE ZDJĘĆ, po prostu NO PHOTO i już ;)


W drodze na Zemun mija się różne murale, malunki.



Jednym z ostatnich budynków, przy którym przechodziliśmy był ten z poniższego zdjęcia. Dość dziwny, charakterystyczny. Od razu rzucający się w oczy z ulicy. Chciałoby się rzec "co architekt miał na myśli".


Ponieważ trafiła się możliwość przejścia czymś na kształt bulwaru przy rzece (tym razem) Dunaj stwierdziliśmy, że jeśli może to tylko skrócić drogę, to oczywiście, że tak. Spacer stosunkowo żwawy na Zemun trwał chyba ponad godzinę. Gdy spojrzymy na mapę, to jest to odległa część Belgradu. Ale jaka ładna ! Tak, w tym momencie mogę napisać, że właściwie jesteśmy w dzielnicy Zemun. 


Jak to bywa, przed laty Zemun nie był żadną częścią stolicy. Było to osobne miasteczko. Obecnie to jedna z najstarszych części miasta. Może kogoś zaciekawi, że nazwa Zemun pochodzi od ziemianek, w których to żyli pierwsi mieszkańcy tego obszaru. 


Ta dzielnica ma także swoje centrum. To plac, a właściwie targ. Ładny, kolorowy trochę kameralny. Przyznam, że o wiele bardziej podoba mi się ta część Belgradu. 



W te okolice za chwilę jeszcze powrócimy. Zrobi się na tyle gorąco, że będzie trzeba chwilę odpocząć. Zanim to nastąpi, wybraliśmy się na górę, w kierunku wzgórza Gardoš. Uliczki co najmniej urokliwe.



Nieopodal Gardoš znajduje się jeszcze mała cerkiew św. Mikołaja. 




Ze wspominanego wzgórza rozpościera się piękny widok na panoramę miasta. Warto było tu przyjść. Choć gdzieś w połowie drogi większość miała już dość. Widoki jednak wynagrodziły ten trud. 




Kierując się z powrotem na plac, spotkaliśmy po drodze grzejącego się, mocno zrelaksowanego kota Garfielda w wersji belgradzkiej. 


Napisałem wcześniej, że na plac jeszcze wrócimy. Więc wracamy. Na jedno piwo. I to nie byle jakie, bo serbskie o nazwie zacnej - Jeleń. Przyznam, że całkiem dobre. Z resztą po tylu kilometrach (dosłownie), to i najgorszy "sikacz" nie byłby pewnie zły. Byle by czegoś się napić :) To również na placu kupiłem pierwsze w tym roku truskawki. Między innymi one posłużyły za prowiant do pociągu na 12 godzinną podróż z Belgradu do Baru (Czarnogóra). 


Pora była zdecydowanie popołudniowa. Do wieczornego pociągu było jeszcze dużo czasu. W związku z tym Zemun nie jest ostatnim miejscem, które Wam pokażę. Wpis zdecydowałem się podzielić jednak na dwie części, bo nie chcę Was zrazić długością tekstu. Dlatego też Belgradu, może krótszy, ale   ciąg dalszy nastąpi ... 


Byliście już w Belgradzie, a może kojarzyliście go zupełnie inaczej ? Czy na tę chwilę miasto Wam się spodobało czy raczej nie ?

Inne bałkańskie wpisy:








41 komentarzy :

  1. Ciekawie się zapowiada ten bałkański cykl. W Belgradzie byliśmy kiedyś tylko przejazdem, odciśnięte piętno wojny skłaniało do refleksji. Powinniśmy być tam ponownie w przyszłą sobote w godzinach wieczornych(nocleg w drodze do Grecji), ale wątpliwe abyśmy wybrali się sami wieczorem w Belgrad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli będziecie na siłach, to w sumie czemu nie. Do centrum (na deptak) możecie śmiało iść. Nie jest (nie)niebezpiecznie :)

      Usuń
  2. Wzgórze Gardos wygląda fajnie, i uliczki, i widoki. Sam Belgrad wydaje mi się trochę smutny, ale może to mylne wrażenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobre spostrzeżenie. W sumie nie jest to do określenia. W jednej części jest trochę lepiej, a w innej raczej smutno, monotonnie. Dlatego też Belgrad sam w sobie jest zróżnicowany.

      Usuń
  3. Jak zwykle nie wiem, czy komentarz się dodał... A napisałam, że na swój sposób lubię Belgrad, choć Serbów już nie za bardzo - ale ja jestem bałkańsko zwichnięta, więc lubię naprawdę nietypowe miejsca ;) I że piwo Jelen tak, ale piwo Lav... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozostałości wojenne szczególnie dzisiaj, w obliczu europejskiej sytuacji geopolitycznej wzbudzają myśli, które są niezbyt optymistyczne. Z miłą chęcią jednak obejrzałam zdjęcia, zapowiada się ciekawie i czekam na dalszy ciąg.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie Belgrad o.O! W sumie jest jeszcze II część więc zobaczymy co jeszcze miasto ma do zaoferowania...

    A co do wojny, Serbowie rzeczywiście muszą czuć się strasznie pokrzywdzeni Dubrownikiem, Vukovarem, Sarajewem...itd. Jeśli porównać zniszczenia w wyżej wymienionych miastach (dokonanych przez Serbów!!!) to Belgrad prawie wcale nie ucierpiał na wojnie bałkańskiej! Jakim prawem Chorwacja, Słowenia, Macedonia czy w połowie serbska Bośnia w ogóle odważyły się pomyśleć o niepodległości! Prawdopodobnie dla Serbów to rzecz niepojęta, aczkolwiek mam nadzieję, że kiedyś poradzą sobie z myślą, że zdominowana przez Serbię Jugosławia to już przeszłość.
    Co prawda bombardowania Belgradu bardziej są związane z wojną w Kosowie, ale mając na uwadze krzywdy wyrządzone przez Serbów w latach 91-96, wydaje mi się że nie mają oni powodu, by jako agresor uważać się za stronę pokrzywdzoną i bardziej spodziewałbym się np. poczucia winy.

    Z niecierpliwością czekam na część drugą. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Owszem, chciałoby się wręcz napisać, że "nie mają prawa czuć się pokrzywdzeni". No, ale nie mnie to oceniać. Ogólnie Belgrad ma raczej niewiele do zaoferowania. Jeśli już, to sporo rzeczy jest porozrzucanych po mieście więc trzeba się nachodzić, poszukać. A czasami i tak będzie duże rozczarowanie jak np. w moim przypadku z Pałacem Serbii. Pewnie gdybym wcześniej się tym zainteresował, to wiedziałbym czego oczekiwać. Część druga wkrótce. Pozdrawiam i ja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, że czekałem na Skadarliję i Knez Mihajlova, ale czekam cierpliwie do drugiego wpisu ;)

      Usuń
  7. Pamiętam jak w 2002 roku jechaliśmy przez Serbię do Grecji i jak straszny był obraz podziurawionych domów i bezpańskich psów. Myślałam, że w tej chwili Belgrad jest już weselszym miejscem, ale jak widać trzeba na to więcej czasu. Czekam na część drugą:)

    OdpowiedzUsuń
  8. zniszczone domy robią wrażenie! jak widać samoloty NATO nie trafiały w same bazy wojskowe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie domy, to byłe Ministerstwo wojny.

      Usuń
  9. Lubię Bałkany, w Belgradzie byłam tylko przejazdem i to na Starówce. Wtedy okaleczonych domów było sporo, to podobno serbska własność i dlatego są nieodbudowywane. Relacja bardzo interesująca, bo lubię takie nie turystyczne zakamarki :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Belgrad jest stolicą Serbii, więc coś tu nie gra z tą serbską własnością, która zabrania odbudowywać domy.

      Usuń
  10. W Belgradzie odwiedziliśmy głównie starą jego część, twierdzę Kalemegdan, uliczki tamtejsze... Zbyt wielu budynków, które ucierpiały po wojnie nie widzieliśmy, co innego Sarajevo (które jest zarazem przepiękne i przerażające), Albania i jej strasznie wyglądające bunkry....
    Jak odebrałam Serbów, ano dość podobnie. Mieliśmy to szczęście nocować tam 2 razy - raz w przelotówce niedaleko Belgradu, na totalnym odludziu, ale dobrze ugoszczeni i nakarmieni, a raz w Belgradzie właśnie, kiedy przybyliśmy wieczorem do hotelu trwało tam jeszcze wesele - ludzie patrzyli na nas z zaciekawieniem (a my na nich) i generalnie byli baaaardzo sympatyczni, obsługa też uprzejma, także ok. Ale żeby byli tak wylewni, to faktycznie nie. Ale za to Czarnogórcy, Bośniacy - przesympatyczni ludzie, pomimo tego co zgotował im los. Albańczycy nieufni, tak jak my chadzając po Kruji czy Tiranie.
    Czekam na dalsze wpisy bardzo niecierpliwie, bo mi sie wszystko przypomina! Dziękuję! :))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak bym chciała pojechać na Bałkany, ale tyle planów na wakacje, że już chyba nie zdążę... A już miałam cały gotowy plan wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawi mnie ta podróż do Baru. Podobno można na ten skład załadować samochód. To może być ciekawe rozwiązanie, przy planowaniu wypadu w te strony. Mam pewien pomysł, ale najpierw chętnie poznałbym wasze opinie.
    Pozdrawiam
    Kris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kris, my nie ładowaliśmy auta na pociąg. Ale tak, masz rację. Zarówno w drodze do Baru jak i z Baru w składzie pociągu znajdowały się wagony do przewożenia samochodów. I w jedną i w drugą stronę było przewożonych kilka samochodów. Widziałem zwykłe osobówki, ale też jakąś taksówkę. Myślę, że to rozwiązanie jest ciekawe. Z tego co słyszałem, to taki przewóz nie jest jakoś bardzo drogi. Nie chcę wprowadzać w błąd, ale wydaje mi się , że słyszałem cenę 30 EUR lub 40 za przewóz auta w jedną stronę.

      Usuń
  13. Zdecydowanie najstarsza częśc miasta najbardziej mi się podoba. I nie straszne mi trudy wspinaczek wynagradzane pięknymi widokami ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten "pałac" to taki tylko z nazwy. Paskudna budowla ;) Ale dobra do dobrych zdjęć, które zresztą Ci wyszły fajnie :)
    Zaskoczeniem są te zbombardowane budynki, że też tego nie uprzątnięto jeszcze...
    Cudnie oświetlone nocą miasto. Uwielbiam nocne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no jeszcze nie uprzątnięto i w sumie jest tego trochę. No tak, pałac to może zaskoczyć. Mnie zaskoczył ;)

      Usuń
    2. Niemal co 3 dzień odwiedzam jakiś pałac, więc cóż, dla mnie pałac to taka trochę inna forma :P

      Usuń
    3. Wcale mnie to nie dziwi ! :)

      Usuń
  15. Nigdy w Belgradzie nie byłam, ale przymierzam się i bardzo bym chciała. Wpis bardzo ciekawy, wyczerpujący, przeczytałam z zainteresowaniem i czekam na kolejną dawkę bałkańskich przygód! Pozdrawiak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne. Zajrzyj ponownie. Kolejna część wkrótce :)

      Usuń
  16. Ciekawie! Ale przyznam, że centrum nieco odstrasza. Zdecydowanie bardziej urokliwe małe uliczki, niskie domki i te zabytki motoryzacji:)

    OdpowiedzUsuń
  17. W Serbii jeszcze nie byłam, ale mam nadzieję kiedyś pojechać. Bardzo mi się podoba Belgrad jaki pokazujesz, tylko przykro patrzeć na zbombardowane budynki.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak byłam na Bałkanach też oglądałam budynki z dziurami od pocisków. Koszmar co ludzie potrafią sobie nawzajem robić. Jak byłam w Belgradzie to lało, wiec bardziej urzekło mnie Sarajewo i tam zostawiłam serce.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeszcze nie dotarłam. Mam nadzieję, że kiedyś się uda.
    Piękne zdjęcia, ujęcia, ale zdjęcie ze zburzonym budynkiem... przerażające... :(
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Oooo, jak miło - Air Serbia! Lecę z nimi za kilka dni do Izraela, dobrze wiedzieć, że są ok! Zatęskniło mi się za Zemunem jak zobaczyłem te zdjęcia! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że na taką trasę, to powinieneś trafić na nowszy samolot czyli A319 lub 320. Powinno być więc bardziej komfortowo. Pozdrawiam i ja :)

      Usuń
  21. świetne zdjęcia! :) z chęcią zobaczyłabym na własne oczy te zbombardowane w części budynki, bardzo podoba mi się budynek z 15 zdjęcia, pierwszy raz widzę taki nietypowy budynek :)

    OdpowiedzUsuń
  22. bu, a mi się nie otwiera połowa zdjęć i nie zobaczę :( ale nie przejmuj się, bo to chyba mój komp coś zamula.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ale to chyba rzeczywiście Twój komp. Bo z blogiem i zdjęciami jest OK :)

      Usuń
  23. Pozostałości po bombardowaniach NATO mnie przerażają, aż mnie ciary przeszły...Relacja bardzo ciekawa i bardzo udane zdjęcia. Czekam na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
  24. W tych rejonach mnie jeszcze nie bylo, wiec z mila checia poczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to bardzo. Niedługo kolejne wpisy, zapraszam :)

      Usuń
  25. Pięknie pokazane atrakcje. Piwo widać dobre.Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za relacje.

    OdpowiedzUsuń
  26. Zainteresował mnie ten dziwaczny budynek. Próbowałam szukać jakichś informacji na jego temat, jednak oprócz tego, że jest to budynek mieszkalny, niczego więcej się nie dowiedziałam. Nie wiem, być może doszukuję się nieistniejącej głębi architektonicznej. Może wiesz, kto go zaprojektował?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz tego, że właśnie jest to budynek mieszkalny i wygląda inaczej niż wszystkie, to nie wiem kto był architektem.

      Usuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za odwiedziny i komentarz, zapraszamy do obserwowania. Jeżeli komentujesz jako "Anonimowy" podpisz się proszę, żebym wiedział jak mam do Ciebie się zwracać. Jednocześnie informujemy, że odwiedzamy komentujących. Nie ma potrzeby zostawiania adresu strony.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Printfriendly