Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 marca 2017

Przelot na pokładzie Small Planet Airlines - lot czarterowy

Nie miałbym okazji do podróżowania na pokładzie czarterowej linii lotniczej Small Planet Airlines, gdyby nie mój ostatni wyjazd na Fuerteventurę - jedną z Wysp Kanaryjskich. To właśnie ta linia lotnicza realizowała obydwa loty - tam i z powrotem. Z tego wpisu dowiecie się między innymi jak upłynęła podróż, jak wygląda kabina i co jest oferowane w trakcie przelotu. 


Na początek warto chyba jednak przedstawić trochę Small Planet. Co to za linia ? To litewski, czarterowy przewoźnik. Czyli taki, który realizuje przeloty w oparciu o zlecenia, najczęściej od biur podróży. W skład floty wchodzą samoloty Airbus typu 320 oraz 321. Pomimo tego, że w większości nie są to nowe samoloty to ich wnętrze jest utrzymane na całkiem niezłym poziomie, a dla pasażera ma to chyba kluczowe znaczenie. A to dzięki zabiegom odświeżania kabiny, którym zostały poddane maszyny. Wszak przecież nie wiek samolotów jest najważniejszy, a stan ich utrzymania w tym przede wszystkim techniczny. Pora przenieść się na pokład.


Pamiętam swoje pierwsze wrażenie. Po przekroczeniu progu samolotu, wydaje się jakbyśmy wkroczyli w kolorowy świat. To za sprawą umundurowania załogi pokładowej oraz zagłówków, które widać na zdjęciu i oświetleniu LED. I rzeczywiście - jakby wakacje zaczęły się już w samolocie. Krótko po rozpoczęciu kołowania do startu, otworzyły się ekrany, na których można było zobaczyć podstawowe informacje dotyczące lotu: czas, prędkość, wysokość lotu, temperatura na zewnątrz oraz mapy. 


Jak chyba każda linia, również Small Planet Airlines ma swój magazyn pokładowy. Akurat ten był z roku 2016, ale miesiąc się zgadzał przełom lutego/marca, a więc na pokładzie magazyn już marcowy. 

Pomimo tego, że magazyn był sprzed roku to zamieszczone w nim informacje o przewoźniku oraz oferta sprzedaży pokładowej wydawały się być aktualne. Wnioskuję to po tym, że rzadko można było usłyszeć, że czegoś w sprzedaży nie ma. Zawsze chętnie przeglądam strony przedstawiające linie lotnicze, nie inaczej było w tym przypadku.


Jeśli chodzi o płatny serwis napojów i posiłków to nie był on ubogi. Gdyby ktoś był głodny to chyba znalazłby coś dla siebie. Dużym wzięciem cieszyły się dania ciepłe, których zapach roznosił się po kabinie. W szczególności zapiekanki, ale też np. pierogi. A jak oferta przedstawia się cenowo* ?



W przypadku napojów prezentuje się to w następujący sposób. 



Nie miałem ochoty na jakiś duży posiłek, dlatego też zdecydowałem się na zakup kanapki, a dokładnie bagietki. Do tego wino musujące. Było dość smacznie. Całość kosztowała 26 złotych. Płatności można było dokonać w gotówce PLN, EUR lub kartą. Po serwisie, nastąpiła sprzedaż papierosów, alkoholi, perfum itp.


Z magazynu dowiedziałem się, że podróżując ze Small Planet, można podnieść komfort swojego lotu, dzięki usłudze premium. Można ją wykupić w biurze podróży, z którym udajemy się na wakacje. Po podwyższeniu klasy podróży przysługują różne przywileje. Najczęstszy koszt takiej usługi to kilkaset złotych.


Warto dodać, że na pokładzie samolotu była udostępniona dla pasażerów sieć wewnętrzna tzw. AirFi. Niby dostęp do sieci, ale nie do końca. Nie jest to internet. A wewnętrzna sieć, do której można się zalogować. Po zalogowaniu kilka opcji do wyboru: gry, filmy itp. 


Całość lotu upłynęła w miłej atmosferze. Personel pokładowy dokładał wszelkich starań, aby pasażerowie czuli się komfortowo. Kilkukrotnie z kokpitu odzywali się piloci, którzy informowali o postępie lotu oraz o tym, co znajduje się za oknami samolotu. Naprawdę było sympatycznie. Nieco mniej miło było podczas lotu powrotnego. Załoga sprawiała wrażenie opryskliwej, niezbyt pozytywnie nastawionej, być może była zmęczona. Pilot odezwał się tylko raz i to w zasadzie do załogi, a nie pasażerów, kiedy to poprosił o natychmiastowe zajęcie miejsc przez personel pokładowy z uwagi na silne turbulencje. Mimo wszystko, przelot na pokładzie Small Planet Airlines uważam za nowe i interesujące doświadczenie. Być może w przyszłości, będę miał okazję ponownie wsiąść na pokład samolotu tej linii.

Czy ktoś z Was miał okazję podróżować tymi liniami, jakie są Wasze opinie ? Może macie jakieś pytania związane z lotem na pokładzie Small Planet ?

* informacje aktualne w oparciu o przeloty na przełomie lutego/marca 2017

sobota, 10 września 2016

Lotnisko Bruksela Charleroi - dojazd

Wybierając się do Brukseli, mamy możliwość zdecydowania  (oczywiście w zależności od tego jaką linią lotniczą lecimy) - czy podróżujemy na główne lotnisko Zaventem - oddalone o ok. 12 km od centrum czy też na Charleroi, położone niecałe 50 km od stolicy Belgii. Jeśli chodzi o te pierwsze to raczej nikt nie powinien mieć problemów z dojazdem do centrum miasta. Nie dość, że położone jest w sumie w podobnej odległości jak Lotnisko Chopina w Warszawie to również posiada bezpośrednią komunikację miejską, dzięki której dojazd do centrum Brukseli nie powinien zająć więcej niż 25-30 minut. Co jednak, gdy wylądujemy na lotnisku Bruksela Charleroi ? Na to pytanie odpowiem właśnie w tym - praktycznym wpisie. 


Istnieje  kilka sposobów dotarcia z/na Charleroi: samochód, prywatny transfer, taksówka czy w końcu pociąg oraz liniowy autobus- tzw. Brussels City Shuttle, któremu poświęcę najwięcej miejsca, z bardzo prostego powodu. To właśnie tym środkiem transportu miałem okazję kilkukrotnie podróżować na trasie lotnisko Bruksela Charleroi-Bruksela i z powrotem, wówczas gdy nie lądowałem na lotnisku głównym.


Firma, która zajmuje się przewozem pasażerów to flibco.com. Odjazdy autobusów zarówno spod terminala lotniska Charleroi do Brukseli jak i z dworca kolejowego w Brukseli - Brussels Midi (dworzec południowy) na lotnisko Charleroi, odbywają się średnio co 20-30 minut.  Czas przejazdu z/do Brukseli bywa różny. Czasem jedzie się 40-50 minut, a nie tak rzadko i 1 h. Dlatego też od razu najlepiej założyć, że czas przejazdu to ok. 60 minut. Autobusy można łatwo rozpoznać. Część pojazdów jest zielono-biała oraz biało-niebieska, oczywiście z napisami flibco.com. A poniżej wnętrze jednego z autobusów. 



Bilet na przejazd warto kupić z wyprzedzeniem na stronie przewoźnika. Jeśli dobrze trafimy to może się udać zarezerwować przejazd za 5€ (w jedną stronę), a jeśli nie to maksymalnie za 14€. Nie polecam kupowania biletów na lotnisku, w automacie ani też u kierowcy, ponieważ to wydatek rzędu 17€ - czyli czasem więcej niż bilet lotniczy :) Bilety nie są ważne na konkretną godzinę, ale na konkrety dzień. Przy wejściu do autobusu należy okazać bilet kierowcy, który zeskanuje kod. Bilety mogą być w formie papierowej lub też elektronicznej. Ważne jednak, aby można było zeskanować wspominany wyżej kod. 


Warto jeszcze wspomnieć, iż flibco.com nie ogranicza się jedynie do przewozów pomiędzy Brukselą, a lotniskiem w Charleroi. Na ich stronie można również zarezerwować przejazd do Francji, Luksemburga czy Niemiec. Można zatem wylądować na Charleroi w Belgii i udać się w dalszą podróż do innego państwa. 


Gdy już dotrzemy na lotnisko nie pozostaje nam nic innego jak kierowanie się do terminala. Lotnisko Bruksela Charleroi nie jest duże więc trafienie do odpowiedniego stanowiska, kontroli bezpieczeństwa czy w końcu wyjścia nie powinno sprawić kłopotu. A potem prosto do samolotu :)



Podsumowując, moim zdaniem dotarcie z/na lotnisko Bruksela Charleroi nie jest problematyczne, choć oczywiście może być różnie. Jeśli odpowiednio wcześnie "zajmiemy się" tematem dojazdu to może nam się udać kupić bilet w naprawdę rozsądnej cenie. Autobusy kursują dość często, a bilet nie jest kupowany na konkretną godzinę. Nie stwarza to więc problemu, że należy zdążyć na konkretny kurs. Oczywiście kwestią pozostawiającą wiele do życzenia jest czas przejazdu. Niestety, jednak decydując się na tzw. lotnisko dla tanich linii lotniczych, które z reguły jest oddalone od miasta, należy wziąć to po prostu pod uwagę. 

Czy mieliście okazję podróżować z/na Charleroi, a może macie jakieś pytania z tym związane ? Może ktoś z Was korzystał właśnie z Brussels City Shuttle, albo innego środka transportu w drodze z/do stolicy Belgii ? 


Wpisy z Brukseli znajdziecie tu. 

Inne wpisy praktyczne możecie znaleźć w części Praktycznie.

Więcej szczegółów dot. transportu możecie znaleźć na stronie lotniska Charleroi. 

niedziela, 6 marca 2016

Przejazd Deutsche Bahn na trasie Frankfurt-Kolonia. O zakupie biletu słów kilka i nie tylko.

Będąc w Niemczech, miałem okazję podróżować niemieckimi kolejami - Deutsche Bahn na trasie Frankfurt nad Menem ---> Kolonia i z powrotem. To nie jedyne przejazdy, ponieważ z lotniska i na lotnisko także korzystałem z DB. Jednak to w oparciu o ten pierwszy przejazd chciałbym stworzyć ten wpis.

Bilety kolejowe kupiłem jeszcze na długo przed wylotem, na stronie Deutsche Bahn. Głównie dlatego, że wyszedłem z założenia, iż jeśli  wcześniej zarezerwuję bilet to istnieje szansa na tańszy przejazd - w niższej taryfie tzw. Sparpreis Aktion. Tak też się stało.

Wyszukanie trasy, pociągów, godzin odjazdów nie sprawiło mi w zasadzie żadnej trudności. Strona jest dość prosto zbudowana i łatwa w użyciu. Warto dodać, że funkcjonuje ona również w wersji polskiej, co na pewno jest pewnego rodzaju ułatwieniem.

Odjazdy z Frankfurt Hauptbahnhof (dworzec główny) do Kolonii i z powrotem odbywają się bardzo często. Dlatego też wybranie dogodnych połączeń nie było trudne.

Tak jak wspomniałem, udało mi się zakupić bilety w najniższych możliwych cenach na daną kategorię pociągu - ICE w klasie 2. Dodam, że kategoria ICE to najlepsza kategoria pociągu w Niemczech. Chodzi tu głównie o komfort podróży, a także szybkość przejazdu (prędkość rozwijana przez skład), a co za tym idzie jego stosunkowo krótki czas przejazdu. Jest to coś na kształt polskiego EIP. Różnica jest jednak znaczna, bo ICE rozwijało momentami prędkość 300 i więcej km/h.


Za bilet w jedną stronę zapłaciłem 19 €, z powrotem również 19 €, czyli w sumie 38 €. Bilety otrzymałem drogą mailową, a zatem mogłem je pobrać na urządzenie mobilne lub wydrukować. W trakcie rezerwacji można wybrać również dodatkowo płatną opcję dostarczenia biletów pocztą tradycyjną. Warto dodać, że do identyfikacji pasażera w pociągu potrzebny jest dokument tożsamości ze zdjęciem. Jaki rodzaj - to można wybrać w trakcie rezerwacji, ale chyba najwygodniej dowód osobisty. Ponadto dla bezpieczeństwa podaje się 4 ostatnie znaki danego dokumentu. Dlatego ważne jest, aby zwrócić na to uwagę i się nie pomylić w trakcie wprowadzania danych. No i oczywiście, żeby posiadać dany dokument podczas podróży, okazując go do kontroli.

Jakim niemiłym zaskoczeniem było to, gdy okazało się, że w cenie biletu nie ma rezerwacji miejsca. To naprawdę  dziwne, zwłaszcza że (było nie było) to jednak kategoria ICE, no i przecież tak słynna... niemiecka kolej. Kolejnym mało sympatycznym, a nawet irytującym zjawiskiem było to, że za rezerwację miejscówki w każdą stronę należało zapłacić po 4,5 € od każdego pasażera. Dodam, że rezerwacji miejsca nie ma również w innych - droższych taryfach (sprawdzałem to). Czyli jeżeli chciało się mieć stałe miejsce na czas podróży to należało zakupić tzw. miejscówkę. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że mogłem jej nie kupować, bo przecież czas podróży to niecałe 1 h 30 minut, a i oszczędność by była. Problem jednak w tym, że gdybym jej nie miał, to nie ominęłoby mnie udostępnianie miejsca osobom, które posiadały bilet na konkretne miejsce. Niemalże co stacje było w związku z tym zamieszanie związane z przesiadaniem się osób bez miejscówki i zwalnianie miejsca osobom z miejscówkami. Czy naprawdę nie prościej by było sprzedawać bilety już z numerami miejsc ? Tak jak już od kilku lat jest to w PKP Intercity. Moim zdaniem to zdecydowanie lepsze rozwiązanie, a podróż Deutsche Bahn byłaby też przyjemniejsza, bez tego  "ciągłego" ruchu w przejściach, korytarzach i jakichś "zamianek". 

Dworzec we Frankfurcie jest ogromny. Zarówno pod względem wielkości budynku ,jak i liczby peronów - i to chyba jest najważniejsze. Jest ich tam ponad 20. Problemów ze znalezieniem odpowiedniego z nich nie było, a ponadto przy każdym są umieszczone elektroniczne tablice informacyjne. Problem pojawił się wtedy, gdy chciałem wsiąść do wagonu nr 25 , który miałem podany na bilecie. Okazało się, że takiego wagonu nie ma... Brzmi trochę znajomo ?! No proszę, takie rzeczy zdarzają się nie tylko w Polsce. Nie tylko ja poszukiwałem wagonu, bo nawet wywiązała się krótka rozmowa z innymi pasażerami oczywiście o tym... czy taki numer wagonu istnieje. Minusem było to, że akurat w tamtym momencie przez ok. 5 minut nie można było nikogo dostrzec z obsługi pociągu. Trzeba było wsiąść i dopiero wtedy natknęło się na konduktora. W Polsce spotyka się jednak konduktorów na peronie, przy pociągu. 



Odjazd z Frankfurtu odbył się planowo, kilkanaście minut po godzinie 8. Przejazd trwał ok. 1 h 30 minut. Pociąg jechał szybko, a momentami nawet bardzo szybko. Konduktorzy informowali o kolejnych stacjach. Do dyspozycji pasażerów był internet Wi-Fi, ale należało wykupić dostęp. Przy próbie połączenia z siecią,w przeglądarce internetowej pojawiała się informacja o przebiegu trasy pociągu. Postanowiłem zrobić zrzut ekranu - widać na nim miedzy innymi prędkość składu, z którą poruszał się w tamtym momencie. W pociągu znajdował się również wagon barowy.


Wieczorny powrót z Kolonii właściwie był podobny. Z tym, że opóźniony o ok. 15 minut, ale problemów z numeracją wagonów już nie było.

Dworzec w Kolonii

Była to moja pierwsza podróż pociągami DB i w zasadzie udana, bo dotarłem do miejsc przeznaczenia w mniej więcej przewidywanym czasie. Wystąpiły jednak pewne niedogodności, o których wspomniałem wyżej. Niewątpliwym plusem jest to, że bilety na przejazdy mogłem kupić nie wychodząc z domu, z wyprzedzeniem, na stronie, po której dość łatwo się poruszać.

Jeśli chodzi na przykład o widoki, to z tak szybko jadącego pociągu zbyt wiele nie widać - wszystko się zlewa. Ponadto trasa, którą jechaliśmy, obfituje w tunele. Jednym z ładniejszych widoków, który mi się utrwalił, to ten z momentu wjazdu do Kolonii. Górująca katedra - Kölner Dom nad miastem, którą można było dostrzec już z pewnej odległości i przejazd Mostem Hohenzollernów na Renie. Poniższe zdjęcie pokazuje zarówno wspominaną katedrę, jak i most. 



A Wy mieliście okazję podróżować pociągami Deutsche Bahn ? Jeśli tak, to czy wszystko było w porządku ? Może niedługo zamierzacie ruszyć w drogę z DB ? 


Podobny wpis:


niedziela, 26 kwietnia 2015

Ubezpieczenie podróży. Warto czy nie ?

W jednym z praktycznych wpisów, który ukazał się już jakiś czas temu, pisałem Wam o tym - co jest dla mnie istotne przed podróżą. Głównie chodziło o dokumenty i przedmioty, których nie mogę zapomnieć podczas pakowania. Wpis okazał się być jednym z najbardziej popularnych na blogu. O moich ostatnich krokach przed podróżą mogliście przeczytać tu. Ten post będzie małym nawiązaniem.

Z tamtego wpisu dowiedzieliście się, że nigdzie nie wyjeżdżam bez dodatkowego ubezpieczenia. Uważam, że to ważny element podróży i dlatego też nie odmawiam sobie ubezpieczenia podróży. Może pojawić się pytanie czy warto ? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Jednak jest to kwestia bardzo indywidualna. Jedni się ubezpieczają, a inni nie, bo uważają, że to np. zbędny wydatek. Ten wpis nie jest przeglądem i porównaniem ofert ubezpieczycieli, bo nie o to w tym chodzi. Dowiecie się dlaczego wykupuję taką polisę i gdzie można to zrobić.

Po pierwsze jednak, chcę wspomnieć o Europejskiej Karcie Ubezpieczenia Zdrowotnego (w skrócie EKUZ). To karta, która wydawana jest nieodpłatnie przez Narodowy Fundusz Zdrowia osobom, które opłacają składkę zdrowotną. Wniosek o taką kartę można wypełnić przez internet lub w oddziale. Wydanie takiej karty następuje zazwyczaj od razu - w ciągu 10 minut. 

Grafika pochodzi ze strony NFZ-u

Do czego  służy, co obejmuje ?

- do ewentualnej opieki medycznej poza granicami Polski, na terenie państw UE oraz EFTA;

- obejmuje świadczenia w przypadku nagłego zachorowania, wypadku, udzielenia pierwszej pomocy itp.

Dzięki niej nie będziemy musieli pokrywać kosztów leczenia z własnych pieniędzy. Warto wspomnieć, że opieka medyczna w innych krajach jest dość droga. Dlatego też jeżeli mamy możliwość, to może lepiej taką kartę mieć ze sobą. Moim zdaniem jest to podstawowa ochrona więc nie rezygnuję z możliwości jej posiadania. Domyślam się, że mogą pojawić się pytania czy kiedyś już korzystałem z pomocy takiej karty i czy rzeczywiście działa ? Na szczęście nie musiałem jeszcze tego sprawdzać. Ale wychodzę z założenia, że jeżeli będzie potrzeba, a ona jest po to, aby pomóc to naprawdę lepiej ją mieć niż nie mieć.

Drugi wariant, z którego także korzystam, to dodatkowa polisa ubezpieczeniowa. 

Polisy ubezpieczające naszą podróż zazwyczaj obejmują: 

- koszty leczenia;

- następstwa nieszczęśliwych wypadków (NNW);

- pomoc na miejscu czyli tzw. assistance;

- szkody wyrządzone na osobach lub mieniu (OC);

oraz opcjonalnie, w zależności od wybranego zakresu ochrony:

- ubezpieczenie jakiegoś sprzętu np. sportowego;

- uszkodzenie/zagubienie/opóźnienie bagażu;

- koszty z rezygnacji/anulowania lotu.

Gdzie można wykupić takie ubezpieczenie ? 

W związku z tym, że zawsze staram się tę sprawę załatwić szybko, aby nie zaprzątać nią sobie głowy, wykupuję polisę przez internet. Po prostu nie chce mi się biegać po oddziałach i jeszcze oczekiwać w kolejkach. Poza tym, sam mogę sobie skalkulować wybraną polisę czy też porównać kilka ofert. Firm jest mnóstwo. Jak dotąd korzystałem z ubezpieczeń podróżnych w AXA, GENERALI oraz PZU - tu jednak małe zastrzeżenie - swoją polisę kupowałem w oddziale, chyba nie ma możliwości zakupu przez internet. Nie twierdzę, że te firmy są najlepsze. Ale to w nich kupowałem ubezpieczenia więc piszę o tym, co sam wypróbowałem.

Grafiki pochodzą ze stron firm

Polecam bezwzględne zapoznanie się z warunkami ubezpieczenia - przynajmniej pobieżnie. Wówczas będziemy wiedzieli jaka dokładnie ochrona nam przysługuje.

Ile to może kosztować ? 

Koszta są różne. Głównie ich cena zależy od:

- czasu trwania ubezpieczenia;

- wybranych kwot ubezpieczenia;

- zakresu/opcji takiego ubezpieczenia; 

- kraju, do którego się udajemy.

Staram się nigdy nie kupować najtańszego wariantu. Zazwyczaj wybieram ten pośredni. Różnica w cenie pomiędzy jednym, a drugim wynosi zazwyczaj kilka złotych. 

Przykładowo za 4 dni ubezpieczenia wyjazdu do Tallinna zapłaciłem ok. 10 złotych. Do Brukseli coś około 15 zł, z kolei do Toronto za 12 dni  ok. 45 zł. W mojej ocenie nie są to kwoty zaporowe. A jeżeli coś się wydarzy, to mam przynajmniej jakąkolwiek ochronę. Być może nie mam racji, ale znowu - z takim ubezpieczeniem czuję się po prostu bezpieczniej. 

Temat ubezpieczeń, to zdecydowanie temat rzeka. W tym wpisie chciałem przybliżyć tematykę ubezpieczeń podróżnych. Na koniec dodam, że przed momentem zakupu warto porównać oferty oraz zapoznać się z warunkami ubezpieczenia. A te różnią się od siebie i to nie rzadko. Czasem można zapłacić trochę mniej, a ochronę mieć identyczną, a czasem może i lepszą. 

Pamiętam, że przy okazji przytaczanego na początku wpisu, kilka osób pisało w komentarzach o tym, że także się ubezpiecza na czas podróży. 

A jak jest z Wami ? Macie potrzebę dodatkowego ubezpieczania się czy może uważacie, że to bezsensowne marnowanie pieniędzy ? Korzystacie z karty NFZ-u ?  Jestem ciekaw Waszych odpowiedzi  :) 


Dziękuję, że tu zaglądasz :)

sobota, 17 stycznia 2015

Odwołany lot. No niedobrze, ale co dalej ?

To kiedyś musiało się stać. No i stało się. Podczas ostatniego pobytu w Brukseli, po raz pierwszy odwołano mi lot. Jak dotąd nigdy nie miałem takiej sytuacji. Owszem, zdarzały się opóźnienia i to te nawet do 5-6 godzin. Raz pamiętam nawet, że przez opóźnienie przylotu z Barcelony do Zurychu, odleciał mi samolot do Warszawy. Ale to wszystko było w kategorii opóźnienia. Tym razem jednak było inaczej. 

W związku z tym, że mnie to spotkało, to postanowiłem podzielić się z Wami tym, co należy zrobić w takiej sytuacji, o co zadbać, co nam może przysługiwać, a także jak i kiedy dochodzić swoich praw u przewoźnika. Zapraszam na wpis praktyczny.


1. Informacja, że lot jest odwołany - nie polecicie.

Otrzymałem ją w dniu przylotu do Brukseli...., sms-em, będąc w hotelu . Tak, na dobre jeszcze się nie rozpakowaliśmy a tu proszę. Wylecicie dwa dni później niż było to zaplanowane. Świetne rozpoczęcie wyjazdu. Zresztą, w poprzednim wpisie pisałem, że sporo się wydarzyło tego pierwszego dnia. Jeżeli Was interesuje co takiego -  to zajrzyjcie.

2. Co dalej  ?

To była szybka akcja w moim mózgu. Wiem jakie są przepisy, co stanowią [moja dobra rada - co jakiś czas warto je sobie przypominać :) ]. Jednak nie przypuszczałem, że to mnie spotka. No mnie ? Tyle razy latałem i nic. A tu proszę.  

1. Tak więc pierwsze co, to zacząłem dzwonić na infolinię przewoźnika. To bardzo ważny krok i powinien być wykonany w pierwszej kolejności. (chyba, że jesteśmy na lotnisku, to wtedy mamy kontakt bezpośredni) Dlaczego ? Nie tylko nam odwołali lot. Ale kilkudziesięciu innym osobom również. Każda z nich prędzej czy później będzie chciała dowiedzieć się czegoś więcej, prosić o zmianę zaproponowanych dat. Dlatego warto próbować kontaktować się od razu, nie zwlekając. Może uda się załapać na wcześniejszy powrót.  Tak było w naszym przypadku. Zaproponowano nam odlot dwa dni po planowanym. Było to absolutnie nie do przyjęcia z uwagi na obowiązki więc nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Po wykonanym telefonie "wrzucono" nas dzień wcześniej. O tyle dobrze. 

2. Drugim krokiem powinno być oczywiście sprawdzenie czy posiadamy wystarczającą ilość pieniędzy i przedłużenie pobytu w miejscu, w którym nocujemy. Warto również zrobić to w miarę szybko jeśli mamy pewność, że nasz lot został odwołany. Ceny noclegów są równie zmienne jak ceny biletów. 

3. Następnie wypadałoby powiadomić osoby bliskie, że nie wrócimy tego dnia, w który było to planowane. 

4. Od momentu, w którym planowo powinniśmy wylecieć, ale tak się nie stało z uwagi na anulowany lot, warto zbierać paragony  i posiadać fakturę z hotelu. Wszystko to po to, aby po powrocie, zwrócić się do linii w drodze reklamacji o zwrot poniesionych kosztów. Jednak trochę powagi. Nie mogą być to paragony na np. flakony perfum czy drogie ubrania. Linia powinna zwrócić koszty, ale tylko te, które są ściśle związane z odwołanym lotem czyli np. 

- za hotel 
- za dojazd z/ na lotnisko
- za wyżywienie
- za ewentualnie drobne zakupy kosmetyczne (szczoteczka, pasta itp.)

3. Linia lotnicza - co powinna ?

- poinformować o przysługujących prawach
- poinformować o przyczynie odwołania rejsu
- zaproponować jakąś alternatywę podróży (inna data, inna linia, inny środek transportu)
- poszukać wolnych miejsc, terminów na wskazane przez nas daty
- na naszą prośbę zwrócić koszty biletu, należy jednak pamiętać, że wówczas nie mamy prawa oczekiwać od linii już żadnej pomocy
- zapewnić nocleg i wyżywienie oraz umożliwić kontakt z bliskimi 

Z ostatnim myślnikiem jest moim zdaniem mały problem. Pasażerowie, którzy  na lotnisku, przed odlotem dowiedzieli się, że ich lot jest odwołany mają trochę łatwiej. Łatwiej jest im przedstawić żądania czy też swoje prawa. Z resztą pracownicy z pewnością są tego świadomi i w mniejszym lub większym stopniu jednak podejmą działania mające na celu zapewnienie opieki.

W naszym przypadku było jednak inaczej. Dowiedzieliśmy się na kilka dni przed odlotem i nie na lotnisku, a w hotelu. W związku z tym musieliśmy zadbać sami o siebie. Uważam, że nie było sensu jechać na lotnisko i tam się dogadywać czy też dzwonić na infolinię i poruszać sprawy noclegu - że to linia powinna nami się zająć i nic nie robić tylko czekać. Doszedłem do wniosku, że po prostu przedłużę nocleg na własną rękę, udokumentuje ten fakt fakturą i po powrocie będę prosić o zwrot kosztów. Tak też się stało. Gdybyście potrzebowali rezerwacji noclegu "na szybko" to można to zrobić na przykład na tej stronie. 


4. Reklamacja, odszkodowanie ?

Jeżeli linia nie zapewniła nam noclegu itp.  i musieliśmy działać na własną rękę ponosząc przy tym koszty, to jak najbardziej można i trzeba składać reklamację z prośbą o zwrot poniesionych kosztów z powodu odwołania lotu niedługo po powrocie.

Można się również starać o wypłatę odszkodowania. Ale to już trochę bardziej skomplikowane. 
Linia nie musi tego robić jeżeli lot został odwołany z powodu przyczyn niezależnych od przewoźnika:

-sytuacje nadzwyczajne np. strajk (jak w naszym przypadku) , katastrofy, wypadki
-warunki atmosferyczne
-poinformował na 2 tygodnie przed planowym odlotem, że lot będzie odwołany

Jeżeli zaś odwołany lot nie jest spowodowany przez ww. czynniki, to prawdopodobnie odszkodowanie należeć się będzie. Jednak istnieje podział kwotowy ze względu na odległość i obszar lotów.

Teren UE

1500 km lub mniej  - 250 EUR
1500 km i więcej    - 400 EUR

Z terenu UE poza obszar UE

1500 km lub mniej  -   250 EUR
1500 km - 3500 km - 400 EUR
ponad 3500 km -        600 EUR

Dodatkowo jeżeli lot alternatywny odbył się w terminie podobnym do planowanego , to kwota odszkodowania może zostać pomniejszona o 50%. Jak widać wiele nam przysługuje, aczkolwiek jest też sporo warunków.

Powyższe regulacje dotyczą przewoźników z UE.

Mogę już napisać, że moja sprawa została  zakończona pomyślnie. Zapadła decyzja, że koszty przedłużonego pobytu zostaną mi zwrócone. 

Mam nadzieje, że ten wpis przybliżył Wam trochę tematykę odwołanego lotu i okaże się w niektórych sytuacjach pomocny. A przede wszystkim uświadomi, że pasażerowie posiadają różne prawa, które powinny być respektowane.

Jeżeli mogę udzielić jakiejś rady, to w sytuacji odwołania lotu nie warto się denerwować, choć czasem z pewnością jest to stresujące. Trzeba być w miarę spokojnym i zacząć działać :) 

Życzę więc wszystkim takiego słońca w trakcie podróży lotniczych i nie tylko i oczywiście jak najmniej sytuacji, w których lot okaże się opóźniony, albo odwołany. FLY HIGH ! :) 


Zachęcam do przejrzenia części "Praktycznie" , może znajdziecie tam przydatne informacje :)

Oprócz swojej własnej wiedzy i doświadczenia, tworząc ten wpis posiłkowałem się również źródłem w postaci strony http://europa.eu/youreurope/citizens/travel/passenger-rights/air/index_pl.htm

Dziękuję, że tu jesteś :) 

czwartek, 16 października 2014

Barcelona - praktycznie. Co, gdzie, jak i za ile ?

W ostatnim wpisie, mogliście wejść z nami do Sagrady Familii. Za nim jednak udamy się dalej w miasto, proponujemy dziś wpis praktyczny. Dowiecie się z niego czy są bezpośrednie loty z Polski, jak dojechać z/na lotnisko. Czy komunikacja miejska jest sprawna, gdzie pójść i co zwiedzić. A co warto zjeść. I jeszcze kilka innych rzeczy. Zapraszamy.

                                                                   LOTY

Do Barcelony, dotarliśmy samolotem LOT-u, o czym wspominałem tu. Bilety okazały się być w atrakcyjnej cenie. Oprócz tych linii, lata też hiszpański Vueling (z Warszawy) , węgierski Wizz Air (z Gdańska,Warszawy, Poznania i Katowic) oraz irlandzki Ryanair (z Warszawy Modlin oraz Krakowa, Poznania i Wrocławia- ale na lotnisko Girona Barcelona). Wysokość cen, jest naprawdę różna. Czasem to 300 zł w jedną stronę. A jeszcze innym razem 350 zł w dwie. Należy sprawdzać to na bieżąco. Polecam Szalone Środy LOT-u - gdzie bilet kupiłem w bardzo dobrej cenie. Czasem też można "wyrwać" w Ryanairze od 80 zł.


                                               DOJAZD Z/NA LOTNISKO EL PRAT

Część przylotów jest w miarę dobrze oznakowana. Zasadniczo jest kilka opcji. Komunikacja miejska - linia 46 kierunek Placa Espanya lub odwrotnie Aeropuerto El Prat. Koszt biletu to 2 EUR z centami. A czas przejazdu to ok. 40-50 minut. To właśnie po przylocie, skorzystaliśmy z komunikacji miejskiej.

 Jednak w odlocie, zdecydowaliśmy się na prywatnego przewoźnika Aerobus, który rusza spod Placa Catalunya, zatrzymuje się dodatkowo przy Urgell i Placa Espanya. Podróż trwa o połowę krócej, bo 20-30 minut i jest wygodniejsza. W autobusie znajdują się specjalne półki na walizki.Więc nie ma z nimi problemu. A bilet nie jest jakoś super droższy, 6 EUR. Odjazdy co 5 minut, na T1 (terminal 1) i T2.


Są też taksówki. Podobno taki przejazd to koszt 25-30 EUR. Oprócz tych środków jest jeszcze kolej.
                                                      KOMUNIKACJA MIEJSKA

Zasadniczym środkiem transportu w Barcelonie jest metro. Potem autobusy, tramwaje. Operatorem transportu miejskiego jest TMB. Metro jest bardzo sprawne, jest chyba aż z 10 a może i 11 linii. Kilka głównych, a reszta to takie dojazdówki do tych głównych. Co ważne - jest jeden bilet/karta miejska na wszystkie środki transportu. To niezwykle ważne z punktu widzenia turysty. Kartę miejską 2,3,4 lub 5 dniową polecam osobom, które wybierają się na dość aktywne zwiedzanie miasta. Można ją kupić w automatach, w punktach TMB lub przez internet. To właśnie w internecie, można te karty nabyć ze zniżką. Są jeszcze np. bilety typu T10. Na 10 przejazdów. W naszym przypadku jednak, całkowicie nie zdałoby to egzaminu, ponieważ często jeździliśmy komunikacją. Absolutnym minusem jest to, że stacje metra nie są klimatyzowane - przeciwnie do pociągów metra. A dodatkowo niekiedy, nie ma ruchomych schodów. To naprawdę uciążliwe.


                                                              A GDZIE SPAĆ ? 

Jest dużo różnych obiektów. Jedne tańsze, drugie droższe. Zależy w jakiej dzielnicy chcemy zamieszkać. Na przykład hotele w L'Eixample  będą dość drogie. A nieopodal stacji metra Bogatell  czy dzielnicy Sant Marti tańsze. Barcelona oferuje mnóstwo hoteli, hosteli, apartamentów. Więc z pewnością uda się coś znaleźć w zadowalającej cenie. Należy mimo to pamiętać, że jest to miasto bardzo, ale to bardzo turystyczne. Ceny więc nigdy nie spadną poniżej pewnego poziomu. Ale we wrześniu są niższe od tych wakacyjnych. Miejsca noclegowe można znaleźć na przykład tu.

                                                             CO MOGĘ ZJEŚĆ ? 

Przede wszystkim tapas. Choć nie tylko. Jest tu mnóstwo barów, restauracji. Te smaczniejsze nie będą raczej na La Rambli. Co nie oznacza, że nie można tam dobrze zjeść. Raz jedliśmy właśnie na Rambli w La Poma (kuchnia raczej włoska,ale nie tylko- było smacznie). Dobre jedzenie jest w lokalach przy plaży a także w uliczkach odchodzących od Rambli oraz w dzielnicy Urquinaona. Choć tak naprawdę, gdzie nie pójdziemy tam pewnie coś dla siebie znajdziemy. Ogólnie. Z tapasów dobre są: nachosy z zapiekanym serem, placek ziemniaczany, ziemniaki z sosem czosnkowym czy krewetki w oliwie z czosnkiem. Oprócz tego można tu zasmakować owoców morza czy narodowego dania jakim jest paella.


Z wędlin polecam choriso, szynkę iberyjską. Jako napój można spróbować hiszpańskie piwo Estrella, San Miguel. Lub pyszne wino. Przyznam, że nawet Coca-Cola smakowała mi jakoś inaczej niż u nas.
                                                           
 ATRAKCJE MIASTA

Jest ich naprawdę wiele i nie sposób wymienić wszystkie. Absolutnie moim zdaniem, numerem jeden jest oczywiście Sagrada Familia. Informacje o biletach itp. właśnie w poprzednim wpisie. Warto też udać się do Parku Guell, który projektował także Antonio Gaudi. Część parku jest bezpłatna, ale ta najfajniejsza kosztuje 8 EUR. 



Równie ważne miejsce to słynna Rambla. Deptak w centrum miasta. No ma to coś w sobie, ale nie jest jakieś nie wiadomo jak fajne. Warto się przejść, zobaczyć jak to wygląda. Na Rambli  zaopatrywaliśmy się w pocztówki czy inne drobne pamiątki. Innymi miejscami, które można zobaczyć to jeszcze np. kościół Santa Maria del Mar, dzielnica gotycka, Muzeum Picassa, zoo czy stadion FC Barcelony - Camp Nou.


                                                            INNE INFORMACJE

Do Barcelony można wjechać na podstawie dowodu osobistego, jeżeli ktoś ma taką chęć. Walutą jest Euro. Wysokość cen nie jest moim zdaniem zatrważająca. Np. butelka małej wody kosztuje 0,5 EUR, opakowanie wędliny choriso 1-3 EUR. Mała puszka piwa podobnie jak woda 0,5 EUR. Ogólnie nie jest drogo (nie przeliczając na PLN). Nauczyłem się, że przeliczanie nie ma po prostu sensu. Bilet wstępu do parku kosztuje 8 EUR to porównywalnie jak w Polsce - u nas też taki wstęp może kosztować 8 zł. Bilet do muzeum 20 EUR - w Polsce 20 zł i tyle. 
Co ważne, ceny na lotnisku El Prat nie różnią się zbytnio od tych w mieście. W Polsce za wodę w sklepie zapłacimy 2 zł a na lotnisku już 6, albo i 7 zł. Tam nie. Ceny są podobne, a w przypadku np. niektórych kosmetyków - można je nabyć taniej na lotnisku niż w mieście. 

Należy bardzo uważać na kieszonkowców w metrze, na Rambli. "Koszą równo".

Pogoda pod koniec września dopisywała. Było ponad +24 stopnie, słonecznie. Zauważało się, że jest zdecydowanie mniej ludzi niż w typowych miesiącach letnich. W związku z tym na pewno było trochę przyjemniej, bo nawet na plażach nie było takiego tłoku.

                                                         CO MOŻNA PRZYWIEŹĆ ?

To trudne pytanie. Zależy co by się chciało. Można zakupić hiszpańskie wino np. Torres (na lotnisku są korzystne oferty) czy piwo Alhambra, Estrella czy San Miguel. Jeżeli ktoś chce, może przywieźć hiszpańskie wędliny - wspominane już choriso, jamon iberico (szynka iberyjska hamon). Lub sery, słodycze.  Z rzeczy niespożywczych to masa gadżetów. Osobiście preferuję te, które mogą mi do czegoś się przydać,zdobić a nie zalegać na półce czy w szufladzie. 


To chyba na tyle z praktycznego punktu widzenia. Być może nie wszystko udało się zawrzeć w tym wpisie więc jeśli czegoś nie znajdziecie a jesteście ciekawi, pytajcie. Nawet tydzień to za mało, aby zobaczyć wszystko, co oferuje nam te miasto. Moim zdaniem, Barcelona jest przyjazna  dla turysty. Jest w miarę dobrze oznakowana, niezbyt droga. Ludzie są mili i pomocni. To nie do końca prawda, że nie porozumiemy się tam po angielsku. Zależy na kogo trafimy. Podane przeze mnie ceny były aktualne we wrześniu 2014 roku.  


Dziękuję, że tu zaglądasz. Zapraszam raz jeszcze :) 

czwartek, 9 października 2014

Kilka godzin w Wilnie

Wilno to fajna, kolorowa i zielona stolica Litwy. Bywałem tam nie raz. Raz dłużej, czasem krócej. W tym roku, znowu tam byłem. Jednak  nie na weekend, ale na kilka godzin. Lubię Wileńską Starówkę, za jej kolorowość. Podobnie jak w Toruniu - pełno tam wszystkiego. Tym, co rzuca się również mocno w oczy to przeróżne świątynie. Jest ich naprawdę wiele. Tak więc zapraszam do Wilna, w krótkiej relacji. 




Początek wypadu, niestety nie był optymistyczny. To za sprawą pogody, która w dużym skrócie nie była dobra. Na samym początku padało, przestawało i znowu padało. Było to niezwykle irytujące, bo jak tu robić zdjęcie i trzymać jednocześnie parasolkę, kiedy na głowę po prostu się leje ? Jakoś jednak poradziłem. Z biegiem dnia, pogoda jednak się polepszyła i to zdecydowanie. Będzie można to również zaobserwować na zdjęciach.

 Spacer zaczął się w okolicy Placu Katedralnego/Katedry. To zazwyczaj dobry punkt "na start". Stąd dojdzie się do ulicy, która będzie prowadzić przez Stare Miasto- aż do Ostrej Bramy.


Uważam , że warto wejść do środka tego budynku i zobaczyć jak to wygląda. Katedra jest pod wezwaniem św. Władysława oraz św. Stanisława a zbudowana ostatecznie w stylu klasycystycznym. 



Przed Katedrą, możemy jeszcze zauważyć wieżę i powiewającą na niej flagę. To wieża Giedymina, przy Muzeum Zamku.


Następne kroki, skierowałem już ku głównemu traktowi. Pod drodze mijało się liczne wystawy sklepowe. Jedne mniej lub bardziej ciekawe. Starówka w Wilnie, moim zdaniem należy do tych przyjemnych. Nie jest zbyt hałaśliwie, jest zadbana. Fajnie się spaceruje. Właśnie podczas takich spacerów spotyka się takie coś :)



Dojście do Ostrej Bramy - czyli dla wielu osób, głównego punktu wycieczki nie zajmuje długo, w sensie odległości. Jest to prosta droga. Jeżeli chodzi jednak o czas to może to trwać różnie. W zależności od tego, czy i jak zwiedzamy pozostałe rzeczy. Czy schodzimy w boczne uliczki ? Czy wstępujemy do kościołów, które mijamy po drodze ? To wszystko zależy od nas. W czasie tego wypadu nie zbaczałem zbyt często, ale kilka miejsc odwiedziłem. 

Kościół św. Kazimierza.




Niezbyt często odwiedzam kościoły, ale te w Wilnie są naprawdę bardzo ładne, a niektóre nawet piękne. Chyba najbardziej rozpowszechnionym jest Piotra i Pawła. Jednak nie znajduje się on na samym Starym Mieście. Być może pokażę go w jakimś odrębnym wpisie.

Kościół św. Teresy.


Mniej więcej w połowie drogi, zaczęło się powoli rozpogadzać a co najważniejsze, przestało padać. Poniżej Pałac Prezydencki, lecz nie w całej okazałości. Z Pałacem, wiążę się pewna anegdota. Jest to jeden z bardziej rozpoznawalnych budynków w mieście. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy na Wilno z jakiejś wieży, dachu czy góry. Dlaczego ?  Dlatego, że ma on zielony dach i nie sposób go nie zauważyć pośród czerwonej, pomarańczowej dachówki. 


A to już miejscowy Ratusz, w budynku mieści się również punkt informacji turystycznej. 




Warto również wiedzieć, że przez jakiś czas Wilno było miastem Adama Mickiewicza.


W wielu miejscach, można też spotkać wyroby z bursztynu. Wiele osób zapomina lub nie do końca wie, że Litwa ma dostęp do morza. I to Bałtyckiego. A takimi bardziej znanymi miejscowościami nadmorskimi są Kłajpeda i Pałanga/Połąga. Niektóre, z wyrobów to prawdziwe dzieła sztuki, które kosztują. Ale jeśli najdzie ochota na kupno takiego czegoś to należy dokładnie sprawdzić czy płacimy na pewno za bursztyn. Dlatego, najlepiej jest chyba kupować w sklepach a nie na ulicy od pojedynczych handlarzy. 


Na ostatniej prostej, można było się poczuć trochę jak w Wielkiej Brytanii. Muszę przyznać, że ta budka telefoniczna cieszyła się dużą popularnością wśród innych turystów.


Kiedy to Ostra Brama powoli się wyłania na końcu traktu starówkowego to po prawej stronie miniemy jeszcze taki budynek a właściwie bramę. To brama, którą przejdziemy do Cerkwi św. Trójcy i Klasztoru Bazylianów.



I zwieńczeniem pobytu w Wilnie, tak jak wspominałem, dla Wielu osób jest dojście pod Ostrą Bramą. Stale panuje tam ruch, co chwila pojawiają się  liczne wycieczki.




Na koniec pobytu w stolicy Litwy, udałem się na obiad. Byłem w tym lokalu już drugi raz. Znajduje się on na początku Starówki. Akurat, można przejść Starówkę i wrócić. W ofercie są głównie tradycyjne dania takie jak babka ziemniaczana, kiszka, kibiny, cepeliny. Jadłem, te ostatnie. Do pica można zamówić przeróżne napoje w tym regionalny kwas chlebowy czy piwo. Porcje są duże i sycące. Jest smacznie, choć czasem aż za tłusto, ale taką mają kuchnię.


Kilka godzin oczywiście nie wystarczy,aby poznać Wilno. Ale można się z nim zaznajomić. Tyle czasu, akurat wystarczy. Przecież zawsze można wrócić.

Teraz praktycznie. 

Dojazd

Do Wilna, z Polski można dostać się samolotem, samochodem, autokarem.

LOT lata z Warszawy. Eurolines, Ecolines jeżdżą z Warszawy i innych miast. Podróż samochodem też jest możliwa i nie będzie należeć do trudnych. Drogi są dobre. Stolica jest dobrze oznakowana. Należy się kierować na Vilnius, następnie Centras.

Waluta 

To Lity. 1 LTL to 1,18 zł. Ale od 1 stycznia 2015 roku, Litwa wchodzi do strefy euro. Już dziś ceny podane są w dwóch walutach. Zauważa się, że na Litwie, przynajmniej w Wilnie jest trochę drożej niż w Polsce, ale nie bardzo drogo.

Noclegi

Hotele, hostele, apartamenty można w przystępnych cenach porównać i zarezerwować na przykład tutaj. 

Co można, co warto przywieźć. 

Zazwyczaj koncentruje się na produktach spożywczych. Typowym litewskim produktem będzie ciemny chleb razowy Bociu, lub jaśniejszy Palanga. Z mięsa, można pokusić się o kupno np. kindziuka lub salami. Smaczne są też sery typu klinek z przyprawami. Regionalne piwo to np. Svyturys.

Sklepy, w których można zrobić takie zakupy w rozsądnych cenach: MAXIMA, NORFA.


Po mimo tego, że był to krótki wypad i nie mogłem pokazać Wam wielu rzeczy to i tak warto było pojechać. A Was zachęcam do odwiedzenia stolicy naszego sąsiada.



Dziękuję, że nas odwiedziłeś. Miło nam. Zapraszamy jeszcze raz :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Printfriendly